Znałem ks. Prałata Jana Majdera od stycznia 1973 roku, kiedy to zamieszkałem na Przymorzu. Był on już wtedy proboszczem parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego i jednocześnie budowniczym kościoła.
Spotkaliśmy się w Wielką Sobotę, podczas obrzędu święcenia pokarmów. Ks. Jan Majder bardzo dobrze znał swoich parafian i interesował się każdym nowym członkiem przymorskiego kościoła. Bardzo też lubił dzieci i chętnie z nimi rozmawiał, dlatego, kiedy zobaczył mnie z dwójką „maluchów” od razu mnie zagadnął. Potem już wspólnie budowaliśmy naszą świątynię. We wspomnieniach widzę go spacerującego po placu kościelnym, a wokół niego gromadkę dzieci. Kieszenie zawsze miał wypchane cukierkami, lizakami i batonami. Podczas wakacji organizował Akcję Letnią dla dzieci, które nigdzie nie wyjeżdżały. W organizację włączał kleryków z Seminarium Duchownego w Oliwie lub księży wikarych. Odbywały się wtedy wycieczki, pokazy filmów i bajek, konkursy z nagrodami i mnóstwo innych atrakcji. Wspierał też wszystkie grupy działające przy naszej parafii. Dla każdego znajdował czas i dobre słowo. Otaczał pomocą i opieką najbiedniejszych. Był odważny i nieustępliwy. Czasy, w których powstawała nasza świątynia nie były łatwe, ale ks. Jan Majder bardzo dobrze radził sobie w tamtej rzeczywistości. Świadectwem tego jest nasza piękna przymorska świątynia, stojąca obok wieża z trzema ogromnymi dzwonami a także plebania i Dom Św. Franciszka. Szczególną troską i sympatią otaczał swoją brygadę „Zryw” tzn. ludzi, którzy najbardziej włączali się w budowę naszego kościoła. Był im bardzo wdzięczny za trud, ciężką pracę i poświęcenie, bo trzeba pamiętać, że ludzie ci byli zatrudnieni w różnych zakładach (głównie w stoczni, porcie i PKP) i budowali kościół po godzinach swojej pracy, w wolne dni, a często wieczorami lub w godzinach nocnych. Organizował dla nich wyjazdy. W mojej pamięci odświeżam pielgrzymki o sanktuariach Polski (1977 r.), do Rzymu i Lourdes (1980 r.) i wiele innych wyjazdów. W swoim kapłańskim życiu zrobił dużo dobrego dla kościoła na Przymorzu i dla parafian. Garnęli do niego i dzieci, i dorośli. Obecny był na budowie nie tylko jako obserwator. Zawsze do końca bez względu na porę dnia czy nocy. Parafia w swoim najlepszym okresie liczyła ponad 65 tys. Wiernych, a on znał wszystkich. Witał się z ludźmi w kościele i na ulicy. Był wielkim człowiekiem, proboszczem, budowniczym, ojcem i opiekunem.
Alojzy Filip
|
|
Wpisany przez Alojzy Filip
|
|
czwartek, 27 listopada 2008 22:24 |
|
Historia -
Historia parafii
|