Home Historia parafii Ks. Roman Siudek we wspomnieniach parafian
Ks. Roman Siudek we wspomnieniach parafian PDF Drukuj Email
     „Nie bójcie się komunistów! Pies na uwięzi może ugryźć tylko na długość łańcucha” (ks. Roman Siudek)

     Jesienią 1958 r. złożył u mnie wizytę w Sopocie ks. Roman Siudek. Oświadczył, że został powołany na Proboszcza nowo utworzonej parafii p.w. N.M.P. Królowej Różańca Świętego na Przymorzu i rozpoczyna starania o budowę kościoła dla ok. 50 tysięcy mieszkańców.


     W związku z tym zwraca się z prośbą o wzięcie udziału w konkursie ograniczonym na projekt architektoniczny świątyni. Powołał się przy tym na opinię osób znaczących w środowisku kościelnym. Główną nagrodę stanowić miała realizacja projektu.

     Podjąłem się uczestnictwa i wiosną 1959 r. przedłożyłem opracowany wspólnie z moim nieżyjącym już kolegą Marianem Chomickimi projekt wstępny architektoniczny.

     Projekt został przez jury konkursowe wytypowany do dalszego opracowania. Po uwzględnieniu uwag i zaleceń członków komisji, wykonany został projekt techniczny wielobranżowy, który został złożony w Urzędzie Wojewódzkim celem zatwierdzenia i wydania pozwolenia.

     W międzyczasie, w oczekiwaniu na decyzję władz (a trwało to ponad 10 lat) Opatrzność zrządziła, że w roku 1961 przeprowadziłem się na Przymorze i to do parafii zarządzanej przez księdza Romana.

     Fakt ten ułatwił mnie i umożliwił bliższe poznanie, zrozumienie i zapoznanie się z księdzem Romanem. Z czasem ksiądz Roman został moim najserdeczniejszym i dozgonnym przyjacielem. Cechowała go nieustępliwość i bezkompromisowość w stosunku do ówczesnych władz państwowych.

     Bóg, honor i ojczyzna były dla Niego największą wartością. Cechy te wyniósł z domu rodzinnego, starał się je rozpowszechniać i utrwalać wśród młodzieży i nie tylko.

     Jego zwięzłe i ciekawe w ujęciu homilie z zasady z wydźwiękiem patriotycznym odbierane były przez parafian ze zrozumieniem, często wesołością oraz podziwem dla odwagi głoszonych poglądów. Homilie wprowadzały jednak odpowiednie czynniki państwowe w stan zakłopotania i zdenerwowania.

     Do dziś wspominam zabarwione humorem opowiadania o przesłuchaniach w Urzędzie Bezpieczeństwa, czy też o sposobie odbycia kary więzienia za nielegalne wzniesienie prowizorycznych salek katechetycznych. W dowód przyjaźni i zaufania zwierzył mnie się również z udziału w brawurowej akcji uwolnienia uwięzionego na Jasnej Górze obrazu M.B. Częstochowskiej, o czym mogę dzisiaj z satysfakcją mówić.

     Długie oczekiwanie na zezwolenie budowy kościoła bezsprzecznie stanowiło retorsję władz na bezkompromisowość ks. Romana.

     Dopiero po wypadkach grudniowych 1970 r., w lipcu 1971 parafia otrzymała zezwolenie na budowę uwarunkowane: zmniejszeniem wielkości parceli, zmianą lokalizacji przy zachowaniu rozwiązania architektonicznego. Nie wyrażono zgody na budowanie plebanii i wieży.

     Jak mi wiadomo zażądano również zmiany proboszcza parafii – ksiądz Roman był bowiem dla władzy osobą zbyt kontrowersyjną.

     Ze spokojem i pokorą ks. Roman „pro bono Ecclesia” poddał się orzeczeniom Kurii Biskupiej usuwając tym samym ostatnią przeszkodę w uzyskaniu pozwolenia.

     W ostateczności chcę podkreślić, że w batalii o budowę kościoła na Przymorzu wygrał ks. Roman. Nie doszło do żadnych incydentów, na które liczyły prawdopodobnie władze państwowe.

     Ostatnie lata swego żywota spędził w parafii pełniąc posługę kapłańską w kościele, o który tak bardzo walczył. Zmarł w tejże parafii.

     Ostatnią drogę do Pana w asyście przedstawicieli parafii i przyjaciół z Przymorskiej parafii do swych stron rodzinnych z którymi był uczuciowo bardzo związany, odbył żegnany przez liczne grono księży i wiernych wdzięcznych za poniesiony trud i efekty działalności duszpasterskiej.

Leopold Taraszkiewicz
Wpisany przez Leopold Taraszkiewicz   
czwartek, 27 listopada 2008 22:18
Historia - Historia parafii
Poprawiony: czwartek, 27 listopada 2008 22:29